Wywiad z Panią Martą Muszyńską-Józefowicz

1994r. / kl. I SG / Spotkanie z wychowawczynią Panią Taidą Kozłowską

Zuzanna Sieńczuk: Pani Marto, jest Pani absolwentką naszej szkoły i jednocześnie pracuje Pani jako nauczyciel grafiki od paru lat. Co Pani najlepiej wspomina z czasów swojej nauki tutaj?


Pani Marta Muszyńska-Józefowicz: Najlepiej wspominam warsztaty. W czasach, kiedy się tu uczyłam, nie kładziono tak wielkiego nacisku na przedmioty ogólnokształcące, nie były one tak ważne jak dziś, więc najważniejsze w naszej szkole były przedmioty artystyczne. Godzin przeznaczonych na nie było dwa razy więcej niż teraz, więc mogliśmy sobie pozwolić na realizację dowolnych pomysłów, niezależnie od ich wielkości i czasu, jaki należało na nie przeznaczyć. Znajdowaliśmy czas zarówno na tworzenie, jak i na wygłupy czy też kajakowanie starorzeczem Supraślanki. Często w trakcie pracy na warsztatach zdarzało się zapomnieć o lekcji matematyki czy polskiego, ale jeśli nauczyciele widzieli, że spędzamy ten czas twórczo, uśmiechali się tylko i nawet najbardziej pokrętnym uczniom nie robili z tego tytułu problemów. Mogliśmy siedzieć na warsztatach do wieczora, malując, rzeźbiąc i gadając o wszystkim. Większość z nas nastawiona była na rozwój artystyczny, z którym wiązała przyszłość, ale dobre imprezy były drugie w kolejności.


_Czy dużo się zmieniło? Czy dzisiejsza młodzież jest inna?


To zależy, z której strony na to spojrzeć. Dużo, jeżeli chodzi o wymagania i funkcjonowanie samej szkoły jako placówki opiekuńczo – wychowawczej, ale niewiele, jeśli chodzi o samą młodzież. Nadal obserwuję podobne zachowania co w moich czasach: kombinowanie, jak przełożyć klasówkę, wykręty i tłumaczenia, że projekty zostały w autobusie, że zeżarł je pies albo młodszy brat itp., jak tu zorganizować ognisko, skoro jutro sprawdzian z haszu. Wiem, że gdyby młodzież nie miała takiego przeładowania materiałem do zapamiętania z przedmiotów ogólnych, to z pewnością dużo bardziej angażowałaby się w rozwój i kreację swoich postaw twórczych. Niestety, człowiek, który musi ogarniać wszystko, przeważnie realizuje się jako średniak, bo nie może skierować swojej energii w konkretną stronę. Dlatego uważam, że w wyniku tak skonstruowanych programów nauczania człowiek musi się zdecydować, co dla niego jest priorytetem, a co jest tylko uzupełnieniem, aby pójść dalej. Być może wtedy zmienią się proporcje uczniów – jak to pięknie powiedziała pani Katarzyna Zabłocka – którzy stanowią istotę naszej szkoły i tych, którzy są jedynie wypełniaczami.


_Czy wyobrażała Pani sobie, że kiedyś będzie Pani tutaj, w naszej szkole, w roli nauczyciela?


Nie mam pojęcia, jak to się stało, że jestem nauczycielem, ale ponieważ wierzę, że nie ma przypadkowych zbiegów okoliczności, to myślę, że nastąpił chyba wielki kosmiczny żart ze wszystkiego, co mówiłam o tym zawodzie. Oczywiście, miałam szczęście poznania i uczenia się pod kierunkiem kilku wspaniałych pedagogów, ale generalnie “punks not dead!”. Świetne jest to, że uczę w szkole, w której sama się wychowałam, więc zdaję sobie sprawą z tego, co mnie najbardziej gniotło i staram się tego nie robić innym. A że charakter mam, jaki mam (i gębę czasem), to może nie zawsze wychodzi dobrze, ale przynajmniej sprawiedliwie (z mojego punktu widzenia, oczywiście). 

1996r. / kl. III SG / pod budynkiem warsztatów

_Chciałaby Pani się uczyć w naszej szkole teraz?


Teraz… nie wiem, czy bym sobie poradziła w takiej szkole. Jestem osobą zadaniową, ale nie dam rady robić dobrze czegoś, czego nie czuję lub nie widzę przełożenia na moje dalsze życie. Dlatego (z całym szacunkiem do matki nauk oraz pani Anny Śmietańskiej), matury bym pewnie nie zdała, bo zakres materiału, który musicie opanować wykracza daleko poza moje umiejętności logicznego myślenia, a jak widzę wasze prace domowe odrabiane na grafice, to wielki szacun. Jednak wiem, że oprócz architektów nikt z was w życiu z tego nie skorzysta, nie wspominając już o życiu płciowym protistów.


_Co Pani najbardziej utkwiło w pamięci z okresu edukacji w Supraślu?


Najbardziej utkwiły mi w pamięci plenery majowe, kiedy na 5 godzin malarstwa wychodziliśmy na Supraśl: malować i rysować. Moje zwykle odbywały się nad rzeką albo przy “pięciu dębach”. Pierwsze ciepłe dni, żółto od mleczy, słoneczko naparza, ptaszki śpiewają, pecik, pićko, malujesz, co chcesz (po całej zimie martwych natur to ważne), kupa kontrastów, piękne kolory. Druga rzecz, która zapadła mi w pamięć, a w szczególności osoba – to Ś.P. profesor Wojciech Załęski, który był bardzo twardy, nieustępliwy, miał surowe poczucie humoru i zawsze czuć było od niego szproty z czosnkiem, ale był moim idolem w dziedzinie rzeźby. Potrafił w trzech zdaniach zrobić korektę, którą wszyscy od razu rozumieli, a literkę “o” wycinał w drewnie dwoma uderzeniami dłuta. Kiedyś przyłapał nas na paleniu papierosów nad rzeką i kazał natychmiast wziąć plecaki, wsadził nas do autobusu i zawiózł na wydział medycyny, gdzie mają w wielkim słoiku z formaliną zakonserwowane płuca wieloletniego palacza. Myślałam, że zwymiotuję, tydzień nie paliłam.


_Czy podczas kwarantanny odkryła Pani jakieś nowe pasje? Albo realizowała Pani swoje wizje artystyczne?


Kwarantanna jest tak dla mnie, jak i dla wszystkich, nowym doświadczeniem. Zanim się do niej przyzwyczaiłam, nie robiłam nic, oprócz prowadzenia zajęć online i spacerów. Myślałam, że zajmę się sportem, ale chyba tego nie lubię (męczę się za szybko), potem coś sobie wyklejałam, jakieś kolaże, ale mi przeszło, wkręciłam się w seriale na Netflixie, ale większość jest taka se, w sumie to nie wiem, po co oglądałam niektóre z nich. Potem jakieś rękodzieło, to w sumie przyjemne, ale nie na cały czas, teraz to już różnie… co przyjdzie do głowy, ale wiem jedno na pewno – nie znoszę gotować.


_Jakie ma Pani pasje niepowiązane ze sztuką?


Przestrzenią, w której się odnajduję najlepiej i uwielbiam odkrywać przez cały czas nowe światy, jest dla mnie grafika. Daje mi ona niezmierzone możliwości, jest cały czas inna, poznaję wciąż nowe techniki, technologie, rozwiązania plastyczne, to wszystko jest wspaniałe. Możliwość łączenia kreowania, korzystania z przypadku, który jest u mnie bardzo często podstawą nowego… nie wiem, czy jest jeszcze jakaś dziedzina, która dawałaby mi tyle satysfakcji.