Wywiad z Panią Ulą Wyrzykowską – Zawadzką

Szkoła i program nauki zmienia sie z roku na rok. Każdy z łatwością dostrzega różnice, ale nie tylko zmiany na lepsze. Wielu z Naszych nauczycieli, tak jak ja, było uczniami Liceum Plastycznego w Supraślu. Jednym z nich jest Nasza ukochana Pani Ula – nauczycielka rysunku i malarstwa, która wkłada w swoją pracę całe serce. Ciekawi mnie, jak te zmiany zachodzące na przestrzeni lat wyglądają w jej oczach.

graf. od redakcji dla Pani Uli

Katarzyna Bagińska: Pani Ulu, jest Pani absolwentką naszej szkoły. .Jak wspomina Pani szkołę ze strony dawnego ucznia, a jak postrzega ją Pani ze strony nauczyciela? ​​​​​​​


Pani Ula Wyrzykowska – Zawadzka: Z czasów mojej nauki pamiętam szkołę jako miejsce, gdzie wciąż koledzy organizowali jakieś spontaniczne akcje, związane ze sztuką, np. wystawa kiczu pozbieranego w domach rodzinnych pt. “ Się mieszka”, z podziemiem politycznym, za które młodzież się uważała (co było w owych czasach ryzykowne), kręcenie amatorskich obrazów filmowych np. na cmentarzu, a wszystko to na granicy prawa…Oprócz tego pracowaliśmy usilnie na zajęciach, popychani wewnętrznym przymusem, gdyż zewnętrzny pojawiał się raz na godzinę (nauczyciele w tych legendarnych czasach nie narzucali się raczej ze swą obecnością na zajęciach artystycznych, co powodowało w nas cudowny niedosyt). Słuchaliśmy jak zaczarowani korekt typu: “ Tu się coś zaczyna robić”, było nad czym zastanawiać się przez kolejną godzinę.


_Czy dużo się zmieniło?


Oczywiście podejście pedagogów – artystów było zróżnicowane, niemniej jednak cele i metody pracy każdy rozumiał tak jak mu pasowało, no i nikt nie przejmował się “papierologią”. Obecnie wszystko jest usystematyzowane, temat musi pasować do zagadnień programowych itp., czasem jednak żal mi tej spontaniczności, której byłam świadkiem jako uczennica. 


_W jakiej szkole wolałaby się Pani uczyć: w swojej czy w obecnej?


Po namyśle stwierdzam, że wolałabym uczyć się w obecnej szkole – za moich czasów przekazywanie wiedzy nie było tak metodyczne, brakowało nam podbudowy w postaci np. teorii sztuki.


_Co zmieniłaby Pani w każdej z nich? 


Najchętniej “ wymieszałabym” obie szkoły: niezaplanowane akcje, przygody, “natchnieniodajne” wypady w las podczas zajęć, a do tego wiedza merytoryczna, systematyczność itp. Obawiam się jednak, że kadra od takich wymagań oszalałaby w przeciągu semestru.


_Co Pani najbardziej utkwiło w pamięci? 


Utkwiło mi w pamięci wiele wydarzeń: jak kolega – Cibor wskoczył do rzeki prosto na pokaźne szkło i przyjechała karetka, jak Cibor spadł z ławeczki i złamał rękę, jak biegałam podczas francuskiego po dachu pałacu i nikt mi nie uwierzył, bo byłam klasowym kujonem, jak dziewczęta z internatu wysyłały pierwszaków po wino bez pieniędzy i żądały reszty, sztuczna kupa, którą kazaliśmy publicznie spożywać “świeżakom” na otrzęsinach, tubka niebieskiej farby na moich włosach, którą mnie z kolei powitano w progach nowej szkoły, obcinanie włosów wbrew woli ich właścicielki (czysta przemoc, ale stosownie ukarana przez Dyrekcję), jak widać, same traumy. Teraz już się nie dziwcie, dlaczego zachowuję się tak jak się zachowuję.


_Czy trwają przyjaźnie z czasów szkolnych? 


Przyjaźnie z czasów szkolnych trwają w niektórych wypadkach, tak jak wszędzie.

_Czy zmieniłaby Pani coś, gdyby była Pani ministrem kultury? 


Nie byłabym przenigdy ministrem kultury, więc nie wiem. 

_Czy może Pani w szkole realizować swoją pasję? 


Mogę realizować różne pasje, pracując w szkole, oczywiście w nieco okrojonym zakresie. Niemniej jednak praca z ludźmi wydaje mi się zajęciem najbardziej pasjonującym w świecie. Współczesna młodzież jest dla mnie kopalnią nieprzewidywalności, dlatego tak lubię swoją pracę. 


_Czy zajmuje się Pani malarstwem poza szkołą?


Tak, poza szkołą maluję, wykorzystując wakacje, ferie…


_Dziękuję bardzo za szczere odpowiedzi.


Dziękuję za rozmowę.