Wywiad z Panią Katarzyną Zabłocką

Natalia Karpiesiuk: Z jakiego powodu zdecydowała się Pani pójść do Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Artura Grottgera w Supraślu?

Pani Katarzyna Zabłocka: W latach 90. ubiegłego już wieku była to najlepsza szkoła dla ludzi z nadprodukcją myśli i nieprzeciętną wrażliwością. Widziałam również, że spotkam tam przyjaciół nieprzeciętnych i na całe życie (i nie pomyliłam się). Nauka w Plastyku była mi pisana od dziecka. Pamiętam, że już jako przedszkolny maluch kochałam kredki „Bambino” i wszystkie narzędzia plastyczne. W sklepie z artykułami plastycznymi przepuszczałam wszystkich w kolejce, aby być w nim jak najdłużej i nie zwracać na siebie uwagi. A długie kolejki w tamtym czasie były normą. 🙂 Pamiętam też pierwszą korektę z rysunku w przedszkolu, jakiej mi udzielono (ciekawym mogę opowiedzieć zaczepiona w szkole) A tak na poważnie: była i jest we mnie potrzeba kreacji – przestrzeń szkoły, później uczelni, a teraz zawodu daje mi spełnienie. Czego wszystkim Wam życzę.

_Jak wyglądały wtedy egzaminy wstępne?

Oczywiście, wielki stres i upragniony moment. Tak jak jest obecnie, była część praktyczna i rozmowa, no i jak dobrze sobie przypominam, również egzamin z matematyki i języka polskiego. Udało się, 🙂 za co do dziś wdzięczna jestem losowi i szczęściu.

_Czy wtedy było dużo chętnych do naszej szkoły?

Tak, zdecydowanie więcej niż obecnie. Moje roczniki to wyż demograficzny i pamiętajmy, że szkół licealnych było o wiele mniej niż teraz. Że o Szkołach Plastycznych nie wspomnę. Jak mnie pamięć nie zawodzi, to zdawało około 140 osób do dwóch klas trzydziestoosobowych. Ja kończyłam snycerstwo.

_Jakie jeszcze były wtedy specjalizacje?

Tkanina i snycerstwo.

_A jak wyglądały przedmioty artystyczne?

Zasadnicza różnica polegała na ilości godzin, było ich zdecydowanie więcej niż obecnie, przedmioty artystyczne miały inny zakres i rangę, za co wdzięczna jestem moim profesorom. A szkoła była pięcioletnia.

_A teoretyczne?

Nauczyciele wiedzieli, z kim mają do czynienia. 🙂 Byli bardzo wyrozumiali i serdeczni. Jak się później okazało, wielkim dramatem było to, że mój rocznik nie miał już języka rosyjskiego i nie miał jeszcze języka angielskiego. Komplikuje to życie. Powinniście docenić to, że uczycie się dwóch języków obcych.

_Jaki był Pani ulubiony przedmiot w szkole?

Wszystkie przedmioty artystyczne, kochałam rzeźbę, obecne PEPIKI (czyli ówczesną kompozycję i liternictwo ), no i oczywiście rysunek i malarstwo. Mieliśmy nawet taki przedmiot jak rysunek techniczny (w życiu nigdy nie wiadomo, co się przyda – przydało się), a z przedmiotów ogólnokształcących – język polski. Uważam, że szkoła spełniła swoje zadanie – nauczyła myślenia. A ,,czasy braku wszystkiego’’ powodowały, że byliśmy w stanie zrobić coś z niczego.

_A co najbardziej uległo zmianie w sposobie prowadzenia zajęć według Pani?

Możliwość multimedialnych prezentacji treści i dostęp do sieciowych zasobów. Myślę, że to totalna różnica. Wyobraźcie sobie naukę historii malarstwa z czarno- białych albumów, 🙂 których brakowało. Mocno pracowano nad naszą wyobraźnią, została ona rozciągnięta do granic możliwości. Wydaje się mi, że musieliśmy też być bardziej samodzielni w pozyskiwaniu i poszerzaniu wiedzy, przykładów i treści. I dobrze, 🙂 teraz można mówić, że nauczono nas zaradności.

_Czy mogłaby Pani opowiedzieć jedno z najbardziej zapamiętanych wspomnień z nauki w liceum plastycznym?

Biorąc pod uwagę fakt, iż duża część naszej klasy orłami z matematyki nie była, organizowaliśmy tak zwane komplety. Koleżanka Marta mieszkała na stancji w Supraślu i ona jedna matematykę rozumiała bardzo dobrze. Rozumiała też nasze potrzeby. Spotykaliśmy się po lekcjach u niej i na brystolach z rysunkami postaci, a dokładnie na drugiej stronie rozpisywała i tłumaczyła nam zawiłości królowej nauk (mam taki brystol do tej pory). Pewnego razu jadąc późnym wieczorem do Supraśla na wspomniane komplety zasnęłam już dojeżdżając i …………..i obudziłam się na powrót w Białymstoku. Kierowca nie zauważył mnie na końcowym przystanku i wrócił ze mną do Białegostoku. A więc od tamtej pory niewiele się zmieniło, młodzież w szkołach plastycznych w całej Polsce jest wiecznie niewyspana i głodna. 🙂

_Czy mogłaby Pani przekazać na koniec jakieś przesłanie do współczesnej młodzieży?

Wszyscy jesteśmy tu gośćmi na chwilę. Cieszcie się tym czasem, ludźmi i korzystajcie jak najwięcej z możliwości, jakie daje szkoła. Róbcie więcej niż ustawa przewiduje. Robicie to dla siebie. Marzcie i spełniajcie te marzenia. Ale uważajcie, o czym marzycie, moim marzeniem w trzeciej klasie było wrócić do Plastyka jako nauczyciel.